Wszystkie wpisy

Toksyczna matka

W chwili urodzenia dziecka Twoje życie zmieniło się diametralnie. To całkiem zrozumiałe – niemowlę wymaga Twojej nieustannej opieki, czułości, cierpliwości. Nie możesz przecież odwrócić się na bok i smacznie spać, kiedy maleństwo płacze!

Większość matek przyznaje, że pierwsze popołudnie wolne spędza mniej więcej wtedy, kiedy dziecko ma około roku, półtorej. To niesamowity szmat czasu –  to tak, jakby pracować cały czas bez minuty urlopu. Wpadamy w rytm życia dziecka, a jego rozwój, radość i bezgraniczne zaufanie budzi w nas dumę i radość.

Jesteśmy wychowywane do pełnienia roli matki, nieustannie podkreśla się doniosłość macierzyństwa. Dla wielu kobiet posiadanie dziecka jest lekarstwem na kompleksy, poczucie braku własnej wartości. One myślą kategoriami „jak urodzę, będę KIMŚ”. Takie kobiety oczekują od otoczenia wręcz hołdu, uwielbienia dla nich i ich dzieci.

 

Problem nie dotyczy tylko kobiet, które nie mają o sobie zbyt dobrego zdania – dotyczy on przede wszystkim tych, które lubią iść na łatwiznę. Można by zapytać, cóż jest łatwego w ciąży, porodzie i opiece nad dzieckiem? Owszem, ta część jest trudna, ale niejako dzieje się sama – dziecko rośnie, rozwija się, rodzi, niezależnie od starań kobiety.

Na podziw dziecka nie trzeba zasługiwać, nie trzeba się starać. Będzie nas kochało i zabiegało o naszą uwagę nawet wtedy, kiedy je odtrącimy. Niestety, coraz częściej obserwuje się zjawisko świętych matek, które dzieci traktują jak dodatek do ubrania, pretekst, by się szarogęsić i wywierać presję na otoczeniu. Takie matki przejawiają skrajne postawy wobec dzieci – od całkowitej obojętności, do chorej wręcz opiekuńczości i troskliwości.

Budują one poczucie swojej wartości na obecności dziecka w ich otoczeniu. Często zdarza się, że jeśli starsze dziecko przejawia oznaki buntu, kobieta zachodzi ponownie w ciążę i całą uwagę poświęca drugiemu dziecku. Partner przestaje się liczyć, gdyż jest przeszkodą na drodze idealnej symbiozy matka-dziecko.

Taka postawa nie prowadzi do niczego dobrego. W najlepszym przypadku dziecko zbuntuje się i zacznie życie samodzielnie. W najgorszym – będziemy mieć do czynienia z kompletnie niezaradnym młodym człowiekiem, do którego przyssana jest jak pijawka nadopiekuńcza matka.

Bycie dobrą mamą to nie jest prosta sprawa. Ale niekoniecznie jesteś nią, jeśli Twój dwulatek nie potrafi sam zasnąć, bez Twojej obecności, jeśli pięciolatek nie potrafi zawiązać butów, a dwudziestolatek – ugotować obiadu i zrobić zakupów.