Wszystkie wpisy

Bezinteresowne komplementy

Brakuje mi czasami w nas, Polakach, takiej zwykłej, prostodusznej uprzejmości. Na zachodzie Europy prawie wszędzie można spotkać się z przejawami niewymuszonej przyjaźni. Zupełnie nieznajomi ludzie uśmiechają się, pozdrawiają, pytają o samopoczucie lub pogodę, dopytują, czy aby nie jest ci potrzebna pomoc. Chętnie wskażą drogę, oprowadzą po okolicy, a nawet poczęstują kawą i pączkiem.
U nas, w Polsce, pewne zachowania wciąż nie mieszczą się w granicach normy. Pozdrawianie każdego obcego człowieka na ulicy mogłoby być uznane za przejaw wariactwa albo zgrywę. Uśmiechanie się do ludzi budzi z kolei inne podejrzenia, najczęściej o podtekście romansowym. Najgorzej, jeśli mężczyzna uśmiecha się do mężczyzny – od razu przypina mu się łatkę geja. Z kolei za uśmiechem kobiety skierowanym do kobiety musi kryć się jakieś drugie dno. Do głowy przychodzi mnóstwo pytań: a może ją znam, a może mam coś na twarzy, a może z fryzurą coś nie tak?
Nie mogę powiedzieć, że Polacy to naród najgorszych gburów. Potrafimy zagadać do sąsiada, a czasem nawet znajdziemy wspólny język z osobami z tej samej kolejki – czy to u lekarza, czy to w sklepie. Ale żeby już przepuścić osoby, które mają tylko jedną receptę do wypisania albo dwa produkty w koszyku, to już nie. Tu uprzejmość zawodzi.
Jak bardzo obce jest dla nas bezinteresowne okazywanie przyjaźni ze strony nieznajomych, przekonałam się kilka dni temu. Szłam na umówione spotkanie z koleżanką. Byłam trochę zamyślona i z tych rozmyślań wyrwała mnie starsza kobieta. Stała na ulicy, pod bramą (chyba na kogoś czekała), zaczepiła mnie i powiedziała:
– Przepraszam panią bardzo, ale muszę to pani powiedzieć. Widziałam panią już z daleka, jak pani idzie. Pani tak ładnie wygląda! Tak jest pani gustownie ubrana! Naprawdę, musiałam to pani po prostu powiedzieć.
Można sobie wyobrazić moje zdumienie. Drobna staruszka o szczerej twarzy i miłym uśmiechu zatrzymała mnie na ulicy i powiedziała, że ładnie wyglądam. A ja ani nie byłam u fryzjera, ani specjalnie się nie stroiłam, po prostu wyszłam – jak zwykle. Kiedy opowiedziałam historię mojej koleżance, nie mogła uwierzyć, że nie było w tym żadnego podstępu.
– Na pewno zbierała na coś pieniądze, a ty nie zauważyłaś. Ludzie tak po prostu nie zatrzymują innych na ulicy, żeby mówić im komplementy!
A dlaczego nie? Może opłaca się bezinteresownie poprawić komuś humor o polepszyć samoocenę? Obiecuję, że ja też tak zrobię, jak tylko nadarzy się okazja.